Chyba zapoczątkowaliśmy rok temu tradycję zwiedzania europejskich stolic zimą. Wtedy była Praga, a teraz padło na Bukareszt. Niedawno tanie linie lotnicze Wizzair i Ryanair uruchomiły loty do Bukaresztu z Krakowa, więc spontanicznie kupiliśmy bilety na przedłużony weekend walentynkowy. To była moja trzecia wizyta w Rumunii, Andrzej był pierwszy raz, chociaż pochodzi z miasta tuż przy granicy z Rumunią ;)
Czwartek, 12 marca
Wyjazd
Dużą wygodą jest fakt, że w naszej miejscowości jest stacja kolejowa i możemy do niej dojść w ciągu 10 minut piechotą. Wstaliśmy wcześnie rano i z kilkoma niedługimi przesiadkami dojechaliśmy na lotnisko w Krakowie, skąd wylecieliśmy do Bukaresztu przed południem.
Dawno nie leciałam Wizzairem, bo zniechęcały mnie odwoływane często przez nich loty, Andrzej wcześniej nie latał z Wizz.
Bucharest Baneasa - nieduże lotnisko bliżej centrum miasta.
Do centrum jeździ sporo autobusów, ale najszybciej jest autobusem 100, który zatrzymuje się na najważniejszych przystankach
Pierwsze wrażenia po wjeździe do miasta.
Secesyjne kamienice mieszają się z socjalistycznymi blokami i nowoczesnymi budowlami.
Pakistańskie curry i shoarma na początek pobytu.
Na tradycyjne rumuńskie potrawy jeszcze przyjdzie czas
Wybraliśmy nocleg w pobliżu dworca kolejowego Gara de Nord, ponieważ w planach mieliśmy wycieczki poza Bukareszt.
W mieszkaniu jedliśmy tylko śniadania, bo całe dnie spędzaliśmy poza domem i kolacje jedliśmy na mieście albo w drodze pociągami.
Spędziliśmy w Bukareszcie 5 dni, w tym dwa wyjazdowe poza miasto.
13 marca, piątek
Braszów i zamek Bran
Następnego dnia po przyjeździe do Rumunii zostawiliśmy mglisty Bukareszt i ruszyliśmy pociągiem przez zaśnieżone góry do słonecznego Braszowa. Bilety kupowałam przez internet i tam też wyszukiwałam połączenia. W Rumunii jest kilka przewoźników, którzy konkurują cenami i warto korzystać z wyszukiwarek, które pokazują wszystkich przewoźników. Niekiedy taniej wychodzi jechać Flixbusem, ale w przypadku Braszowa podróż trwałaby dwa razy dłużej niż pociągiem, więc postawiliśmy na wygodę.
Dworzec w Bukareszcie jest dworcem czołowym: pociągi wjeżdżają i wyjeżdżają z niego w jednym kierunku.
Trasa do Braszowa wiodła przez znajome góry, na które wspinałam się dwa lata wcześniej z grupą z PTTK.
Dworzec w Braszowie przypominał nam nieco ten w Rzeszowie
Naszym celem dnia był zamek w Bran. Z porad internetowych słyszeliśmy o autobusie z Braszowa, ale po przejściu na rzeczony przystanek nie znaleźliśmy żadnego. Wiedząc o tej luce komunikacyjnej zagadywali do nas taksówkarze, oferując wycieczkę tam i z powrotem. Po namyśle zorganizowaliśmy taksówkę do Bran z dwiema sympatycznymi Finkami, dzieląc koszty, jakbyśmy jechali autobusem - pozwoliło to nam na oszczędność czasu bez szukania powrotnego transportu.
W zamku spędziliśmy blisko 1,5 godziny, zwiedzając zawiłe korytarze i komnaty. Przewijały nam się w głowach opowieści o Drakuli, choć historia tego miejsca jest znacznie bardziej złożona.
Krótki rys historyczny, który nas zaciekawił:
* XIII w.: Początki: Drewniana forteca Krzyżaków, potem kamienna twierdza chroniąca szlaki handlowe.
* Wład Palownik: "Drakula" – legendy są silniejsze niż fakty! Prawdopodobnie nigdy nie był jego właścicielem, ale na pewno gdzieś tam przejeżdżał, może był nawet więziony.
* Królowa Maria Rumuńska: Prawdziwa królowa Branu. Na początku XX w. przekształciła mroczną warownię w baśniową rezydencję, którą dziś podziwiamy. To dzięki niej zamek zyskał swój "bajkowy" urok.
Pięknie wyposażona biblioteka
Insygnia królewskie władców Rumunii z linii Hohenzollern - Siegmaringen
Wlad Palownik - związany z zamkiem jedynie legendą
Sezonowe dekoracje walentynkowe
Po zwiedzaniu przespacerowaliśmy się po parku i zrobiliśmy sobie walentynkową sesję zdjęciową z zamkiem w tle. Na koniec obejrzeliśmy jeszcze targ u podnóża zamku – pełno tam lokalnych smakołyków i pamiątek, choć ceny zawyżone. Razem z naszymi towarzyszkami wróciliśmy do Braszowa na dalsze zwiedzanie.
Domek herbaciany
Mieliśmy zaledwie półtorej godziny na spacer po Braszowie, ale na szczęście kierowca taksówki przywiózł nas z Branu tuż pod samo wejście do Starego Miasta.
Dawny Braszów to dwa światy:
Część Saska: To tu mieszkali Sasowie Siedmiogrodzcy – niemieccy osadnicy, którzy zbudowali potężne mury, kościoły i kamienice. Bogata, uporządkowana, otoczona fortyfikacjami.
Dzielnica Șchei: Poza murami, gdzie mieszkali Rumuni, którzy do miasta mogli wchodzić tylko w określonych godzinach i za opłatą.
Co udało nam się zobaczyć?
* Piața Sfatului – tętniący życiem rynek z dumnym ratuszem w samym centrum.
* Czarny Kościół – potężna gotycka bryła, która z zewnątrz robi kolosalne wrażenie (nazwa nie jest przypadkowa – to pamiątka po wielkim pożarze z XVII wieku!).
* Brama Katarzyny – bajkowa i jedyna zachowana oryginalna brama miejska.

* Strada Sforii – najwęższa uliczka w tej części Europy... niestety tym razem pocałowaliśmy klamkę (remont! 🚧)
* Deptak i Luca – dla posilenia po całodziennym spacerze kupiliśmy słynnego strudla z Luca. Gorący, tani i najsmaczniejszy, jaki jedliśmy podczas naszej wycieczki.
Na koniec intensywny marsz do dworca kolejowego, by zdążyć na pociąg do Bukaresztu. Słoneczna pogoda wyciągnęła ludzi na uliczki i place zabaw, miasto jeszcze do zmroku tętniło życiem.
Sobota, 14 lutego
Constanca i Morze Czarne
Bez specjalnego planowania, sprawdzając jedynie prognozę pogody, wybraliśmy na tegoroczne walentynki wyjątkową lokalizację. Wyjeżdżając pociągiem z Bukaresztu oglądaliśmy jedynie zamglone pola za oknem, ale gdy tylko dotarliśmy do Konstancy, przywitało nas słońce i niemal wiosenna temperatura!
Nasza trasa na dziś:
Z dworca na Plac Owidiusza – serce starego miasta z pomnikiem starożytnego poety.
Pomnik Owidiusza
🏰 Królewskie ślady i duch historii – widzieliśmy dawną rezydencję królów i minaret meczetu, a tuż obok katedry prawosławnej trafiliśmy na niesamowite wykopaliska z ruinami starożytnych murów. 🏛️
Letnia rezydencja królów Rumunii
Wielki Meczet
Ruiny starożytnego miasta
⛪ Katedra prawosławna św. Piotra i Pawła – weszliśmy do środka i przytłoczyło nas bogactwo zdobień, złota i kadzidła.
Najpiękniejszym momentem był jednak spacer nad samym brzegiem morza. Wygrzewanie się na ławce w południowym słońcu i obserwowanie fal to najlepszy prezent, jaki mogliśmy sobie sprawić.
Nad bulwarem dumnie prezentuje się odnowione Kasyno – jego secesyjne detale po remoncie wyglądają oszałamiająco!
Choć knajpki na samym wybrzeżu kusiły widokiem, to tłumy i "turystyczne" ceny skłoniły nas do poszukania czegoś bardziej autentycznego. I tak w drodze powrotnej na dworzec zjedliśmy pyszny, sycący obiad w tureckiej restauracji.
Wracamy do Bukaresztu Flixbusem, zmęczeni, ale naładowani morską energią. Kto by pomyślał, że luty może być tak ciepły?
Niedziela, 15 marca
Bukareszt
Kolejny dzień spędziliśmy na miejscu, żeby wreszcie zwiedzić stolicę. Pogoda niestety nie ułatwiała, bo od rana padał deszcz, ale przemieszczaliśmy się komunikacją miejską i największe ulewy przeczekiwaliśmy w budynkach. Bilety jednorazowe są niedrogie (3 RON) i pozwalają przejechać 90 min z możliwością przesiadek. Na metro obowiązują osobne bilety po 5 RON. Po wejściu do autobusu, trolejbusu czy tramwaju można wygodnie kupić i zakodować bilet bezpośrednio na karcie płatniczej.
Metro w Bukareszcie.
Bukareszt to miasto wielu kontrastów:
• Pałac Parlamentu, niechlubna pamiątka z czasów komunizmu, pomnik megalomanii dyktatora, do którego budowy wyburzono całe dzielnice historycznego miasta;
• Secesyjne kamienice, dzięki którym miasto przed II wojną światową zyskało przydomek „Małego Paryża”.
W deszczu do największej atrakcji miasta.
Socjalistyczne kamienice
Budynek Parlamentu.
Ponieważ deszcz dokuczał mocno, wybraliśmy się do cieplejszego miejsca. Jadąc autobusem w stronę lotniska i jeszcze dalej, dojechaliśmy do term. Niestety weekend to najbardziej oblegana pora, więc tłoczyliśmy się w basenach z setkami ludzi, a do zjeżdżalni czekaliśmy po kilkadziesiąt minut, ale i tak wygrzewanie się w gorącej wodzie w środku i na zewnątrz było przyjemnym relaksem.
W termach znajdują się trzy strefy: rodzinna ze zjeżdżalniami, strefa z palmami i zewnętrznym basenem oraz strefa spa. My kupiliśmy bilet na strefę Palm i mieliśmy także dostęp do zjeżdżalni. Bilet do spa jest najdroższy i zarezerwowany dla dorosłych.
Woda wyciągnęła z nas siły, więc znaleźliśmy miejsce z tradycyjną rumuńską kuchnią i zjedliśmy obiad.
Nam najbardziej spodobało się historyczne centrum po zmroku wraz z jego eleganckimi kamienicami. Pełno tam knajpek, gdzie można zatrzymać się na jedzenie.
Najładniejsza księgarnia w mieście.
Hanu-Lui Manuc: najstarsza restauracja i zajazd
Walentynkowe klimaty
Pomimo deszczu na ulicach kręcili się ludzie.
Zabytkowa cerkiew w centrum Bukaresztu.
Pięknie oświetlony budynek Banku.
Poniedziałek, 16 marca
Powrót
Na ostatni dzień pobytu w Bukareszcie zostawiliśmy sobie tradycyjny rumuński deser do spróbowania oraz spacer po ulicach starego miasta za dnia.
Jadąc autobusem do centrum minęliśmy szkielet budynku z czasów komunistycznych. Miało tam powstać muzeum partii komunistycznej, ale ostatecznie nigdy nie zostało ukończone
Z rzeką Dymbovicą w tle
Caru' cu Bere - restauracja mieszcząca się w pięknej, secesyjnej kamienicy, powstała w XIX wieku.
Poniżej więcej zdjęć wnętrza

Papanasi - pączek deluxe
Ciasto zawiera świeży twaróg, po usmażeniu jest oblany śmietaną i powidłami owocowymi.
Ponieważ ominął nas tłusty czwartek w Polsce, więc nadrobiliśmy to w Rumunii :)
Kolejna zabytkowa cerkiew
Pasaż Macca - Villacrosse
W każdym turystycznym mieście musi być ulica z parasolkami.
Po spacerze wsiedliśmy w autobus nr 100 i pojechaliśmy na lotnisko, skąd bezpiecznie dolecieliśmy do Krakowa, a następnie pociągami do domu.
Niestety na koniec pobytu zdarzyła się bardzo nieprzyjemna sytuacja z właścicielem wynajmowanego mieszkania. Sprawę rozstrzygnęliśmy na Booking i ostatecznie zakończyła się dla nas pomyślnie, ale zjadła mi mnóstwo nerwów po powrocie. Nie umieszczam adresu mieszkania, ale zostawiam opis sytuacji dla ostrzeżenia.
Poza tym epizodem nadal lubię Rumunię i chętnie do niej wracam. Jest jeszcze wiele pięknych pasm górskich i miejscowości do odkrycia. Jeśli ktoś nie miał jeszcze okazji, to gorąco polecam!