Lato w pełni, a my męczymy się w domu... Czas najwyższy był, żeby rozpocząć sezon wyjazdów Kikamperem. Wybraliśmy się na weekendowy wyjazd w Bieszczady, stacjonując w pobliżu Małej Pętli Bieszczadzkiej. Nawet nieźle się w Oplu we dwoje mieściliśmy :) było więcej zabawy z przekładaniem rzeczy do spania i do wyjazdu, ale dopomogła nam rozbudowana infrastruktura turystyczna Bieszczadów, a mianowicie wiaty turystyczne.
Nasz pierwszy małżeński wyjazd biwakowy :)
Dzień 1
Sobota, 19 lipca
Pierwszy nocleg mieliśmy koło wiaty Otaczarnia w Bukowcu, jakieś kilkanaście kilometrów na południe od Polańczyka. Wiata dobrze ukryta od drogi, w nocy było cicho. Niestety nie było łagodnego zejścia do rzeki i po deszczach była dosyć zmącona i rwąca, więc nie mogliśmy się myć. Wiaty i inne bezpieczne parkingi wyszukuję w aplikacji Park4Night dla kamperów, decydując spontanicznie, gdzie danego dnia będziemy nocować.
Było miejsce na ognisko i przygotowane drewno, ale po nocnym deszczu przemoczone i nie udało się rozpalić ogniska. Podgrzaliśmy więc produkty z domu na kuchence gazowej. Używam ją od kilku lat, pożyczałam rodzicom na ich wyjazdy i świetnie się sprawdza do prostego gotowania.
Po śniadaniu postanowiliśmy wybrać się na niedługi szlak. Zaparkowaliśmy koło kolejnej wiaty w Bukowcu, jakieś 7 km od poprzedniej. Infrastruktura wiat jest bardzo podobna: jest miejsce na ognisko, toitoi, parking trochę pochyły, więc ciężko byłoby w tym miejscu spać. Ale w pobliżu płynął strumyk, więc woda do mycia była raczej dostępna.
Weszliśmy na Korbanię krótkim, ale trochę stromym zielonym szlakiem. Minęliśmy grupy rodzin z dziećmi, bo to taki rodzinny szlak. Po deszczu było sporo błota, ale im wyżej, tym łatwiej iść.
Z wieży na Korbani są świetne widoki na Jezioro Solińskie, ale i na wyższe szczyty w Bieszczadach.
Korona Bieszczadów KZKG: Korbania 894 m
Na szczycie znajduje się też schron do nocowania.
Trwa też sezon na kwitnącą wierzbówkę. Tym bardziej zachęcam: jeźdźcie w Bieszczady!
Nie było tabliczki z nazwą szczytu, ale potwierdzenie jest.
Krótka drzemka po zdobyciu szczytu
Piękne miejsce na posiłek nad rzeką
Zmywamy naczynia bezpośrednio w rzece.
Z Bukowca pojechaliśmy dalej na kolejny szlak tego dnia. Sine Wiry to rezerwat na rzece Wetlina, która wije się zakolami, tworząc miniwodospady. Trasa jest raczej z tych łatwych, do pokonania pieszo lub rowerem. Na końcu znajduje się pętla widokowa nad rzeką, którą warto przejść do końca, by zobaczyć Łosia z Zawoju.
Łoś z Zawoju
Na kolejny nocleg pojechaliśmy do Zatwarnicy, gdzie znajdowała się kolejna wiata bezpośrednio nad Sanem. Tam zapamiętaliśmy ważną lekcję o nocowaniu w terenie: nie rozbijać się bezpośrednio obok wiaty, zwłaszcza w sobotnią noc, bo się nie wyśpimy :( po 23 przyjechała imprezowa grupa, która rozpalała ognisko i hałasowała do późnej nocy. Musieliśmy przestawić auto na drugi koniec całkiem obszernego parkingu, żeby mieć spokój.
Łagodne zejście do rzeki i miejsce do kąpieli
Malowniczy zachód słońca
Dzień 2
Niedziela, 20 lipca
Trochę niedospani szykujemy śniadanie
Suche drewno i osłonięte palenisko - mamy prawdziwe ognisko
Naszym celem tego dnia była dawna wioska bojkowska w dolinie Sanu. Z wiaty ruszyliśmy na szlak ścieżką przyrodniczo-historyczną „Przysłup Caryński - Krywe n. Sanem”.
Drewniany most na rzece San
Nieczynny już wypał węgla drzewnego
Szybko okazało się, że do miejsca docelowego prowadzi szutrowa droga, którą można pokonać samochodem i z lekkim żalem wędrowaliśmy dalej pieszo. Ale na początku drogi spotkaliśmy pana, który wynajmował domki i ten podpowiedział nam, że za Krywem znajduje się bród na Sanie, którym można dostać się na drugą stronę rzeki. Ta informacja rozświetliła mi w głowie zupełnie inną trasę wycieczki, niż początkowo planowałam, a której nie dałoby się zrealizować podjeżdżając samochodem na parking.
Po drodze zobaczyliśmy ruiny cerkwi w Hulskiem, niestety w bardzo złym stanie.
Widok na Połoninę Wetlińską
Najpiękniejsze widoki tego dnia odsłoniły się przed nami po wkroczeniu w dolinę dawnej wioski Krywe, gdzie polną drogą można dojść do kolejnej cerkwi z XIX wieku, tym razem w renowacji. Obok ruin znajduje się cmentarz oraz pozostałości wioski i zabudowań dworskich. Dzisiaj tylko rozległe pola przypominają o istnieniu dawnych mieszkańców, którzy wypasali tu swoje bydło.
Idąc w kierunku ruin drewnianego mostu na Sanie przeszliśmy brodem na drugą stronę rzeki. Była to dla mnie przygoda dnia, bo nigdy wcześniej nie przeprawiałam się przez rzekę z plecakiem.
Wędrowaliśmy dalej doliną Sanu, podziwiając od czasu do czasu malownicze zakola. Na koniec trasy zjedliśmy posiłek z najlepszym widokiem na połoniny.
Na kolejny nocleg zatrzymaliśmy się na punkcie widokowym za Lutowiskami. To miejsce, z którego można podziwiać panoramę najwyższych szczytów Bieszczadów, a nawet część ukraińską. Nocą niebo usiane jest gwiazdami, których nie przyćmiewają żadne światła wielkich miast. Dobrze, że są jeszcze takie miejsca w Polsce, gdzie można być bliżej natury.
Tym razem kolacja nie z ogniska.
Bojkowskie fuczki w karczmie w Lutowiskach
Ławeczka z jednym z najpiękniejszych widoków na Bieszczady
Dzień 3
Poniedziałek, 21 lipca
Chociaż nasz nocleg był przy głównej drodze, jednak w nocy było cicho i spokojnie. Na parking
u nie było jednak miejsca na posiłek, więc na śniadanie pojechaliśmy do innej przydrożnej wiaty.
W ostatni dzień przedłużonego weekendu doczekaliśmy się wreszcie upalnej, letniej pogody, więc wybraliśmy plażowanie nad Zalewem Solińskim w Polańczyku. Powtórzyliśmy tym samym wydarzenie sprzed roku, kiedy to wybraliśmy się dokładnie w to samo miejsce.
Poniedziałek rano, tłumów nie ma.
Pstrąg wędzony w Polańczyku po raz drugi
Ostatnią bieszczadzką atrakcją, jaką zobaczyliśmy, było słynne Serce w Bieszczadach - zagajnik na zboczu w kształcie serca. Najlepiej widoczny jest z drogi w kierunku Myczkowiec z parkingu w Bóbrce.

Jeśli nie czujecie się zbyt mocni w chodzeniu po górach, Mała Pętla Bieszczadzka kryje wiele atrakcji, które można zwiedzać bez wielkiego wysiłku. Bieszczady zapraszają na wczasy!
___________