AYC Munich 2009
sierpnia, środa
MONACHIUMRozkręciłam się w nocy, tak po pierwszej :P nawet się udało zdrzemnąć na parę godzin ;)
Kiedy w końcu dotarliśmy do szkoły w Monachium, gdzie mieliśmy się zakwaterować, okazało się, że prysznice są zbiorowe i bez kostiumów można liczyć tylko na dwie kabiny, do których były kolejki. Pomstowałam na siebie, bo podczas pakowania odrzuciłam genialną myśl zabrania kostiumu. Permanentnie odrzucam te przebłyski geniuszu. Ale jakoś doprowadziłyśmy się do stanu używalności i można było wyruszyć na zwiedzanie miasta.
Witraż w Frauenkirche
Widok na Monachium
Księżniczki z wieży kościoła Frauenkirche ;)
Hare Krishna, Hare hare... :P
Wycieczkowo ;) Rathaus
Bliskie spotkania z monachijskim metro
Polacy wyruszają na otwarcie kongresu
It's your turn
Polsko-niemieckie pojednanie ;) chyba trochę za szybko... :P
Na otwarciu kongresu Polacy dali czadu :D nawet przeważająca liczba Niemców tak gromko się nie zaprezentowała jak my :P zresztą w ogóle byliśmy najbardziej rozrywkową grupą na tym kongresie ;)
6 sierpnia, czwartek
ALLIANZ ARENA
Zadziwiająco dobrze się spało w tym Monachium. Rano był wykład Eddiego Hypolite, który swoją ekspresją ruchową i adekwatnym poselstwem podbił publiczność.
Nie miałam zupełnie ochoty na poznawanie nowych ludzi na tym kongresie. Nie mogłam wkręcić się w gry towarzyskie i raczej byłam sama albo przyłączałam się do jakiejś grupy. dziewczyny stwierdziły, że jestem samowystarczalna, ale to nie do końca prawda.
Po południu wyprawa na stadion Allianz Arena :D
W drodze na stadion
Gruppenfoto ;)
Allianz Arena
Widok na trybuny. Za wejście z przewodnikiem trzeba by było zapłacić 10 euro.
Łukasz i perspektywa w tle.
Patik.
Mayki ze swoją nową piłeczką ze sklepu kibica ;)
Kika pozująca przed Allianz Arena z Franzuzkami, które weszły w kadr :P
Zakłady chłopców w metrze: po zatrzymaniu pociągu na stacji wybiec, zrobić 5 pompek po przeciwnej stronie peronu i wrócić. W metrze powstał też pomysł na flash moba ;)
A tutaj kolejny zakład: Marcin z Przemkiem robiący taczkę :P
-paskudna kolacja, zresztą trudno było trafić na coś dobrego podczas tego kongresu:P -Szymek robiący ścieżkę z pieprzu :P
-popisywanie się, co kto potrafi zrobić z rękami i uszami :P
-szalone śpiewanie pod prysznicem ;)
-występ francuskiego zespołu gospel - nasza francuska koleżanka z mega głosem :)
-zespół rozśpiewujący - zupełne nieporozumienie. Byłam zgorszona, jaką imprezę robili podczas "uwielbiania Boga" :/// zresztą nie tylko ja...
-wykład Francuza mówiącego po angielsku - nie mogłam się na nim skupić. Zupełnie nie trafił do mnie.
7 sierpnia, piątek
Przyłapana na gorącym uczynku: typowe zajęcie w chwilach osamotnienia.
Dzień zaczął się jakoś niespecjalnie, zaspałam, na szybko robiłam fryzurę, byłam rozbita, zła, nie mogłam się wkręcić w nic, pogadałam z Pati, porobiłyśmy ćwiczenia dykcyjno-oddechowe i jakoś mi trochę przeszło. A potem wybrałyśmy się na zakupy do galerii. Kupiłyśmy sobie bluzki z Zary po okazyjnej cenie. No, przynajmniej jakiś pozytywny akcent ;)
Szalone ćwiczenia układu tanecznego dziewczyn z D3 i chłopaków do piosenki Michaela Buble "Crazy little thing called love" ;)
Flash mob :D - nie wiem, czy jest sens to wyjaśniać, bo to trzeba zobaczyć ;) czekam zatem z niecierpliwością na filmik ;)
Art Festival - dużo by pisać, bo robiłam szczegółowe notatki z koncertu, łącznie z celnymi komentarzami Maćka Nawrota ;) ale chyba sam koncert opiszę w osobnym poście ;) tutaj umieszczam tylko filmik z występu Polaków oraz w poniższym linku nagranie audio z koncertu.
Występ Polaków na kongresie
Nagranie audio koncertu
http://www.adwentysci.waw.pl/index.php?subaction=showfull&id=1249930501&archive=&start_from=&ucat=19&
Tego dnia również hitem był wykład Baraki Mugandy, który po prostu pokonał granice czasoprzestrzeni i połączył dwie sale, głosząc proste i przekonywujące poselstwo o świadczeniu o Jezusie :)
Wieczorem był także chrzest. Niestety nie zdołałam przedrzeć się przez tłum, żeby cokolwiek zobaczyć, a na telebimach nie było transmisji. Szkoda.
8 sierpnia, sobota
Niestety, na nabożeństwie sobotnim było dokładnie to, czego się spodziewałam: wiele efekciarstwa, pustej muzyki i żenujące żarty kaznodziei o Polsce i Polakach (to ostatnie było kompletnym zaskoczeniem, niemniej udowodniło, że Niemcy mają zakodowaną wyższość narodową :/ ) Jedynym pozytywnym w pewnym stopniu akcentem była pantomima rąk do piosenki "Who am I". AMAZING.
Dalszy ciąg zwiedzania miasta po południu :)
Kopuła w kościele św. Kajetana
Wnętrze kościoła
Jaaaa...
Rezydencja Monachijska
I znowu Gruppenfoto...
Klucze wiolinowe ;)
Trochę architektury z enigmatycznym napisem.
Ale to już było...
A human being ;)
W angielskim ogrodzie
Kika i Vitek: Słowianie w angielskim ogrodzie ;)
Kika - Hiroszima ;) moja nowa ksywa made by Maciek :P
Nasz kolega samowyzwalacz ;)
Trochę nam nie wyszła ta swastyka :P
Nie chce mi się tego tłumaczyć :P ale wyglądało śmiesznie :P
Końcowe polskie akcenty na kongresie:
"W stepie szerokim, którego okiem
nawet sokolim nie zmierzysz,
WSTAŃ, podnieś głowę, wsłuchaj się w słowa
pieśni o Małym Rycerzu."
Polecam jeszcze fotoreportaż z kongresu ze strony adwentysci.waw.pl "
http://www.adwentysci.waw.pl/index.php?subaction=showfull&id=1249554639&archive=&start_from=&ucat=19&
http://www.adwentysci.waw.pl/index.php?subaction=showfull&id=1249931085&archive=&start_from=&ucat=19&
I tak oto zakończył się kongres, mocnym, worshipowym akcentem, ale nie tylko, także głębokim poselstwem pastora z Norwegii...
Poszłam spać wpół do pierwszej. Ale i tak najwcześniej :P nie kusiło mnie Monachium nocą :P